czwartek, 12 marca 2015

Od Aleksa do Ashlynn c.d

- Ja praktycznie nic nie zrobiłem. Tylko cię tu przywiozłem. - uśmiechnąłem się przytulając dziewczynie.
- Muszę podziękować twojemu tacie. - stwierdziła.
Zaśmiałem się pod nosem, a gdy wyjechaliśmy na drogę asfaltową, dodałem gazu. Zostaliśmy zaproszeni do rodziców Ash jutro na kolację. Gdy dojechaliśmy do akademii, poszliśmy do pokoju Ashlynn i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
** Następnego dnia wieczorem **
Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy do rodziców Ashlynn. Po godzinie, byliśmy na miejscu. Zdążyliśmy podjechać pod dom, a mama Ash wyskoczyła z domu i dość szybkim krokiem podeszła do Ashlynn, po czym się do niej przytuliła. Weszliśmy do środka, poznaliśmy tatę dziewczyny, po czym usiedliśmy do stołu. Tata Ashlynn, jej mama i ona, mówili jeden przez drugiego. Ja się im przyglądałem, lekko uśmiechając. Patrząc na mamę dziewczyny, przypominała mi się moja mama. I słowa lekarza, gdy dotarliśmy do szpitala "Przykro mi, nie udało nam się jej uratować." Od śmierci mamy, rzadko kiedy jedliśmy razem kolację. Ile ja bym dał, żeby usiąść z całą swoją rodziną jeszcze raz do stołu z kolacją, śniadaniem czy obiadem, jeszcze raz zobaczyć uśmiech mamy, usłyszeć jej głos, który zawsze mnie uspokajał, po bójce z kolegami. Czując że do oczu, napływają mi łzy, wstałem.
- Przepraszam, muszę iść się przewietrzyć. - powiedziałem wymuszając uśmiech.
Wyszedłem z mieszkania i ruszyłem w stronę samochodu, oparłem się o maskę, nie mogąc dłużej powstrzymywać łez, pozwoliłem im wypłynąć.

Ashlynn? Gratulacje :D