wtorek, 17 marca 2015

Od Aleksa do Ashlynn c.d

Obudziłem się o piątej, cicho poszedłem do łazienki, wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się. Będąc gotowy, wyszedłem z pokoju, akurat spotkałem Jacka. Razem poszliśmy do stołówki, coś zjeść, tak jak kazał trener. Później, wyszliśmy przed akademię gdzie była zbiórka. Wsiedliśmy do autokaru, z logo naszej drużyny. Jadąc, każdy spał, nie dziwne. Ja też. Obudziłem się tuż przed miejscem docelowym. Przetarłem oczy rękoma i wysłałem sms do Ashlynn, aby oglądała nas na kanale "Sport" o 20. Wyszliśmy z autokaru i zakwaterowaliśmy się w hotelu, pokoje były dwu osobowe, ja byłem z Jackiem. Po jakiejś godzinie wyszliśmy na trening. Boisko było duże, obszerne. Większe od tego, na którym trenujemy codziennie. Trener przeprowadził rozgrzewkę, skłony, pompki itd. A później, trenowaliśmy strzały. Wróciliśmy do hotelu, gdzie był obiad, mieliśmy wolny czas do dziewiętnastej. Postanowiliśmy z Jackiem i kilkoma innymi chłopakami iść na miasto, robiłem dużo zdjęć, aby móc je pokazać Ashlynn, gdy tylko wrócę. Czas zleciał szybko, aż za szybko. Siedzieliśmy w szatni, przebieraliśmy się. Widać było po twarzach chłopaków, że są zestresowani, ja też byłem, nie powiem. Po chwili, do szatni wszedł trener.
- No co jest chłopaki? - spytał widząc nas załamanych.
- Trenerze, przecież my im nie damy rady. - jęknął ktoś.
- Widział pan, jak oni agresywnie grają? Co chwilę ścinają, faulują... - odezwał się jeszcze ktoś.
- Tym lepiej dla nas, będą wolne, szanse na przebicie się. A poza tym.... więcej wiary w siebie. - powiedział mierząc nas wszystkich wzrokiem. - Dwie minuty. - powiedział wychodząc.
Wyszliśmy z szatni i weszliśmy do specjalnej hali, a gdy dali nam sygnał, zaczęliśmy wchodzić na boisko. Czułem się, jak na prawdziwych rozgrywkach. Mecz rozpoczął się spokojnie, ale później... och, szkoda gadać. Co chwilę robiliśmy zmiany, ponieważ co chwilę ktoś był kontuzjowany. Po pewnym czasie trener zarządził przerwę. Wróciliśmy do trenera, usiedliśmy na ławkach i piliśmy wodę, co chwilę ktoś jęczał z bólu. W pewnym momencie podszedł do nas facet z kamerą i drugi z mikrofonem.
- Czy pana drużyna, ma jakiś problem? - spytał.
- Proszę stąd wyjść. - powiedział wrogo.
- Czy ta drużyna, ujdzie z życiem z tego meczu? - spytał odwracając się do kamery, ciekawe czy Ashlynn mnie ogląda...
- Dobra chłopaki, nie przejmujmy się tymi zwierzętami. Mamy przewagę punktową, jest szansa na wygraną. Damy radę. - uśmiechnąłem się do nich.
Wszyscy pokiwali głowami i wstali, mieliśmy zamiar wrócić na boisko, ale zatrzymał nas ten facet.
- Hej chłopaki. Pogadamy? - spytał.
- Wiesz... rozmowa z nami jest jak media markt.... - zacząłem. - Nie dla idiotów. - powiedzieli wszyscy jednocześnie, zaśmieliśmy się i wróciliśmy na boisko.

Ashlynn? Zostaw mi przyjazd do napisania :P