środa, 18 marca 2015

Od Aleksa do Ashlynn c.d

Uradowani z wygranej, wróciliśmy do hotelu. Po zjedzeniu kolacji, każdy był wyczerpany więc poszliśmy spać. Obudziliśmy się o siódmej, ubraliśmy się i ruszyliśmy nad lotnisko. Po półgodzinnym locie, przesiedliśmy się do naszego autokaru i ruszyliśmy prosto do akademii. Gdy pod nią podjechaliśmy, przed drzwiami stali chyba wszyscy. Jako pierwszy wyszedł trener, a gdy ustawiliśmy się za nim, zaczął mówić.
- No cóż mogę powiedzieć? Było ciężko, jak widzicie, każdy ma jakieś siniaki i zapewne każdy jest obolały, ale kto nas oglądał... chyba wie dlaczego. - powiedział i była to racja, miałem siniaka na żebrach, małego prawie nie zauważalnego przy oku no i starte kolana i łokcie. - Ale udało nam się! - wykrzyknął uradowany, podnosząc do góry puchar, aż się popłakał.

Każdy z nas, miał na szyi medal z czerwoną smyczą, powieszę go siebie nad łóżkiem, do reszty kolekcji.

Gdy trener poszedł pogadać z nauczycielami, podszedłem do Ashlynn, wziąłem ją na ręce i pocałowałem.


Ashlynn?