- Ale ja ciebie bardziej- uśmiechnęłam się.
Leżeliśmy tak dosyć długo, aż po jakimś czasie zasnęliśmy. Gdy się rano obudziłam, Aleksa już nie było. Spojrzałam na zegarek. Było coś około 7. Jęknęłam i ponownie schowałam twarz w poduszce. Jednak po kilku minutach dobiegły mnie krzyki zza okna. Niezadowolona podeszłam do szyby. Po drugiej stronie grupa dzieciaków rzucała w siebie śnieżkami idąc po drodze do szkoły. Uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do łóżka.
<Aleks?>