Gdy Ashlynn wysiadła, ruszyliśmy. Myślałem że wycieczka będzie fajna, ale okazała się totalnie beznadziejna. Lesicki myślał, że nam się spodoba, przeliczył się. Powiedział, że za tydzień pojedziemy do aquaparku. Mam nadzieję, że Ashlynn wyzdrowieje, bo bez niej to nic ciekawego. Gdy wróciliśmy, zaczynało się robić ciemno. Wychodząc z autobusu, jakiś koleś się potknął i wszystko zwalił na mnie, żeby nie wyjść na ciotę. Złapał mnie za koszulkę, po czym przycisnął do autobusu. Odepchnąłem go od siebie, na co ten, uderzył mnie w nos. Przyłożyłem do niego rękę, leciała mi krew. Wziąłem chusteczkę od Szymona, po czym przyłożyłem ją sobie do nosa. Po chwili, koło nas pojawił się Lesicki.
- Co tu się dzieje? - spytał.
- On mnie popchnął i wypadłem z autobusu!
- Aleks czy to prawda? - spytał poddenerwowany.
- Nie! - powiedziałem podniesionym głosem.
- Właśnie że tak! - powiedział zaraz po mnie.
- Nie kłam, geju pieprzony. - warknąłem po czym jeszcze raz go pchnąłem.
- Co, mamusia nie nauczyła cię że starszych się nie zaczepia? - spytał aroganckim tonem, złośliwie się śmiejąc.
Nie wytrzymałem, oczy zaczęły mi się świecić na czerwono, rzuciłem się na niego. Mogła by być niezła szarpanina, gdyby nie Lesicki i reszta nauczycieli. Odciągnął mnie od niego, użyłem Audiokinezy i stworzyłem głośny pisk, dzięki czemu, każdy zakrył uszy, a Lesicki mnie puścił. Włączyłem niewidzialność, po czym wzbiłem się w powietrze i poleciałem na dach. Usiadłem sobie i starałem uspokoić. Gdy zauważyłem że wszyscy mnie szukają, dzięki mocy rozpętałem deszcz, wiatr i błyskawice. Widząc że wszyscy się schowali, zatrzymałem deszcz. Teraz wiał tylko dość mocny wiatr i co chwilę, niebo rozjaśniały pioruny. Raz mniejsze, raz większe. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu, kątem oka spostrzegłem że to Ashlynn. Usiadła obok mnie.
- Przeziębisz się. - powiedziałem z troską ściągając swoją bluzę i okrywając nią ją.
Ashlynn?