wtorek, 10 marca 2015

Od Aleksa do Ashlynn c.d

- Nie mogłem... - powiedziałem dość cicho, - Mogłem siebie i wszystkich innych wydać. - dodałem.
Spojrzałem na rękę, była owinięta w bandażu. Na salę przyszedł Lesicki za za nim lekarz.
- Jak się czujesz? - spytał nauczyciel.
- Dobrze. - odpowiedziałem. - Czemu miałem operację? Przecież to nie było nic poważnego... - stwierdziłem.
- Było. - zwrócił się do nas lekarz. - Miałeś lekko, a czkolwiek przerwane ścięgno. Prawdo podobnie, czeka cię rehabilitacja. - wyjaśnił.
Przewróciłem oczami, teraz bardziej interesowało mnie to, kiedy mogę stąd wyjść.
- Kiedy mogę stąd wyjść? - spytałem.
- Wieczorem albo jutro. - wzruszył ramionami i poszedł.
Lesicki wyszedł a do sali wszedł ojciec, co on tu robi? Ja pierdziele, przecież nic się nie stało a ci robią aferę stulecia. Dzień minął monotonnie, ale wieczorem, na szczęście mnie wypisali. Lekarz kazał mi oszczędzać tą rękę i za tydzień na kontrolę. Wróciliśmy do akademii usiadłem na łóżku i odchyliłem głowę do tyłu.
- Co ze mnie za ciota, że sobie nie dałem rady... - westchnąłem cicho.

Ashlynn? SHIT ;-; Następnym razem bardziej się postaram. Pacz co robiłem :D