Gdy jedliśmy pizzę wpadł mi do głowy pewien pomysł, wróciliśmy do akademii, Ash wróciła do pokoju, a ja wsiadłem na crossa i ruszyłem do znanej mi hodowli psów różnych ras. Stamtąd jest Devil. Przywitałem się z właścicielką, która mnie dobrze znała i lubiła.
- W chwili obecnej mamy jednego szczeniaka, normalnie spadłeś nam z nieba. Chodź. - uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie, a ja, poszedłem za nią. Z mieszania wypuściła owczarka Szwajcarskiego, podbiegł do mnie i zaczął szczekać machając ogonem. Wziąłem go na ręce i zacząłem głaskać.
- Został ostatni z miotu, bo był najbardziej energiczny od innych. - westchnęła.
- Wezmę go. - stwierdziłem. - Ile? - spytałem.
Załatwiliśmy wszelkie formalności. Podjechaliśmy do zoologicznego. Kupiliśmy mu szelki i smycz, później, jak urośnie, trzeba będzie oczywiście je zmienić. Dyskretnie wszedłem do akademii, idąc na czwarte piętro, zauważyłam Ashlynn. Schowałem psa za bluzkę, nie miałem wyjścia, musiałem przejść obok niej.
- Co ty tam masz? - spytała zdziwiona.
- Nie, nic. - powiedziałem i biegiem ruszyłem do mojego pokoju.
Będąc tam odetchnąłem i wyciągnąłem psa zza bluzki. Taty nie było, wziął Szymona na spacer. Lekko zawiązałem mu na szyi kokardę, założyłem mu szelki, zapiąłem smycz, a będąc pod pokojem Ashlynn, wsadziłem go do kartonu gdzie wcześniej zrobiłem kilka dziurek. Zapukałem do drzwi. Dziewczyna zaprosiła mnie do środka. Postawiłem karton na ziemi.
- Otwórz. - uśmiechnąłem się.
Ashlynn?