Niezbyt pewnie czułam się na desce, ale to chyba kwestia wprawy tak? Zrobiłam kilka kółek. Trochę szerszych niż te Aleksa, ale kółka to kółka. W pewnym momencie o mało nie zaliczyłam gleby, ale zdążyłam podtrzymać się ramienia chłopaka. Zarumieniłam się i spróbowałam ponownie. Spędziliśmy cały dzień na ćwiczeniach. Zadowolona wróciłam z nom ramię w ramię do Akademii. Nauczycielka, która nas mijała była zdziwiona patrząc na mnie i na Aleksa. Dziwne uczucie buzowania krwi w żyłach mnie wypełniało. Znowu mam mieć zryw mocy? Co to to nie. Nie przy nim. Wszystkie myśli zaczęły mi się wbijać do głowy. Pobiegłam przed siebie najszybciej jak się dało. Wskoczyłam przez okno po jednej i wyskoczyłam po drugiej stronie holu szkoły. Znalazłam się w gęstym lesie. Odpinałam po drodze ochraniacze zostawiając je na ściółce w biegu. Znajdę je potem. W końcu wszystko wydaje jakiś dźwięk. Złapałam się drzewa i na moment przystanęłam zostawiając deskę. Pobiegłam kilka metrów dalej i schowałam się w jaskini. Zły pomysł jeśli w te skały, które się ledwo trzymają uderzą fale dźwiękowe o decybelach równe wulkanowi. Nie wiem czemu mam takie wyładowania. Skała od której się odbiłam pękła. Wylądowałam na kolanach i spod moich rąk wydobyła się widoczna fala, która skosiła wszystko w promieniu kilku metrów. Woda w małym podziemnym źródełku zaczęła się marszczyć. Usiadłam w kącie. Stalaktyty zwisające nad moją głową zabrzęczały i zaczęły się kruszyć powoli, wyładowanie było wyjątkowo niekontrolowane, nie potrafiłam stworzyć tarczy. Było tu ciemno, zimno i mokro. Widziałam wylot jaskini i kamyki sypiące się z sufitu.
<Aleks?>