-W sumie. Miałam jechać po deskorolkę.
-Umiesz jeździć? - zapytał gdy schodziliśmy po schodach.
-Nie, ale chcę się nauczyć. - uśmiechnęłam się szczerze. - Ile jeździsz?
-Kilka lat w sumie. Który masz pokój? - zapytał poprawiając ochraniacze na nadgarstki.
-Ósemka na drugim piętrze. - Potknęłam się i zleciałam ze schodów - cholera moje plecy. - jęknęłam wstając. Aleks chichotał cicho więc zaserwowałam mu kuksańca w żebra.
-Wszystko w porządku?
-W jak najlepszym. - rozstaliśmy się w wejściu do budynku. Ja wsiadłam do mojego samochodu, a on pojechał w drugą stronę na deskorolce. Założyłam Rayban'y i wyjechałam z parkingu. Po kilkunastu minutach byłam w sklepie gdzie zakupiłam jedną z lepszych deskorolek konsultując się przy tym ze sprzedawcą. Do tego białe ochraniacze i kask. Wyszłam z zakupami. Włożyłam to do niewielkiego bagażnika. W końcu mój samochód to Lamborghini większego bagażnika nie ma się co spodziewać. Wróciłam do akademika zauważyłam znajomą czuprynę wchodzącą po schodach.
-Aleks! - zawołałam, a chłopak się odwrócił.
-A to ty. Znowu jakiś interesik?
-Tak mógłbyś mnie nauczyć jeździć? - zapytałam błagalnie.
<Aleks?>