-No widzę widzę... Lepiej wracajmy. Trzeba to opatrzyć- powiedziałam i szybko dotarliśmy do akademii.
Poszliśmy do mojego pokoju. Znalazłam apteczkę i opatrzyłam ranę na jego ręce. Lucas patrzył na swojego właściciela nerwowo merdając ogonem i co jakiś czas popiskując.
- Nie martw się. Nic mu nie będzie- uśmiechnęłam się drapiąc psa za uchem, a ten nieco się ożywił.
<Aleks?>