Spacerowaliśmy dość długo, rozmawiając o różnych rzeczach i sprawach. Było miło, musimy zapoznać mojego tatę, z rodzicami Ashlynn, coś czuję że się dogadają. Podniosłem płaski kamień i puściłem kaczkę, udało mi się. Ashlynn zrobiła to samo, tata też. Ruszyliśmy dalej, objąłem dziewczynę w pasie.
- A pan... - nie dokończyła, ponieważ tata jej przerwał.
- Jaki pan, mów mi tato. - zaśmiał się. - Przecież w końcu się za jakiś czas pobierzecie, prawda? - spytał, uśmiechając się do nas.
Ashlynn? c: