
Zacisnąłem rękę, po czym westchnąłem. Schowałem naszyjnik do kieszeni, założyłem kask i ruszyłem dalej. Moim celem był cmentarz, który był dwadzieścia kilometrów od miejsca wypadku mamy, tam ją pochowali. Po drodze kupiłem kwiaty i znicz. Zacząłem szukać grobu mamy, nie było trudno, ponieważ różnił się od innych, był pięknie ozdobiony. Zauważyłem jakiegoś chłopaka, stojącego przed jej nagrobkiem, gdy się lepiej przyjrzałem, zorientowałem się że to Jacek. Ten gdy mnie zobaczył, rozpromienił się. Przywitałem się z bratem, po czym włożyłem kwiaty do wazonu i podpaliłem wkład ze znicza.
- Co tam? - spytał gdy ustałem obok niego.
- Okey. - odpowiedziałem. - A u ciebie? Co tu w ogóle robisz?
- Wiesz, miała to być niespodzianka... - zaczął. - Ojciec zapisał mnie do akademii. - uśmiechnął się.
- Super. - odwzajemniłem uśmiech. - I co, teraz jedziesz? - spytałem.
Kiwnął głową. Cieszyłem się. Dobrze będzie mieć brata tuż obok. Po dziesięciu minutach, wsiedliśmy na nasze crossy i ruszyliśmy w stronę akademii. Byliśmy tam po jakiś trzech godzinach, było by szybciej, ale trochę się wydurnialiśmy po drodze. Okazało się, że Jacek ma pokój obok mnie. On poszedł się rozpakować, a ja ruszyłem szukać Ashlynn. Wychodziła właśnie ze stołówki, gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się, ja tak samo.
- Hej. - powiedziałem przytulając dziewczynę.
- Hej, gdzie byłeś? - spytała.
- Tu i tam. - uśmiechnąłem się. - Chciał bym ci kogoś przedstawić... - właśnie w tym momencie, podjechał do nas na deskorolce Jacek.
- Ashlynn, to jest Jacek, mój brat. Jaca, to jest Ashlynn, moja dziewczyna. - powiedziałem przedstawiając ich sobie.

Ashlynn?