czwartek, 12 marca 2015

Od Aleksa do Ashlynn c.d

Ashlynn gadała jak najęta, jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tyle mówiła. Ale chyba, to oznaczało że się cieszy i to jest dla mnie najważniejsze. Powrót do akademii zajął nam nieco dłużej niż zwykle, ponieważ natrafiliśmy na wypadek w skutek którego, powstał korek. Gdy byliśmy na miejscu było późno, dochodziła północ. Każde z nas, poszło do swojego pokoju. Następnego ranka wstałem o szóstej, nie mogłem spać. Poszedłem pod zimny prysznic po czym się ubrałem i zszedłem na stołówkę. Wziąłem sobie bułkę z sałatą, pomidorem i ogórkiem, po czym wróciłem do pokoju i włączyłem telewizję. Nie leciało nic ciekawego. Po zjedzeniu śniadania, ubrałem strój motocrossowy i zszedłem na dół. Wsiadłem na crossa i ruszyłem przed siebie. Jechałem dość długo, ponad dwie godziny, zatrzymałem się na miejscu, gdzie zginęła mama. Postawiłem motor na poboczu, ściągnąłem kask. Zrobiłem kilka kroków przed siebie, po czym kucnąłem. Na asfalcie była stara plama krwi, nie mam pewności, że to akurat po wypadku mamy. Bowiem jest to pechowe miejsce i dużo osób tu ginie. Przed oczami, miałem ten widok, samochód, mamę, krew, dym. Wszedłem do rowu, gdzie podobno leżała mama. Nagle spostrzegłem jakiś naszyjnik. Wziąłem go do ręki i od razu go poznałem, był to naszyjnik mamy, który dostała od ojca na trzecią rocznicę ślubu.

Zacisnąłem rękę, po czym westchnąłem. Schowałem naszyjnik do kieszeni, założyłem kask i ruszyłem dalej. Moim celem był cmentarz, który był dwadzieścia kilometrów od miejsca wypadku mamy, tam ją pochowali. Po drodze kupiłem kwiaty i znicz. Zacząłem szukać grobu mamy, nie było trudno, ponieważ różnił się od innych, był pięknie ozdobiony. Zauważyłem jakiegoś chłopaka, stojącego przed jej nagrobkiem, gdy się lepiej przyjrzałem, zorientowałem się że to Jacek. Ten gdy mnie zobaczył, rozpromienił się. Przywitałem się z bratem, po czym włożyłem kwiaty do wazonu i podpaliłem wkład ze znicza.
- Co tam? - spytał gdy ustałem obok niego.
- Okey. - odpowiedziałem. - A u ciebie? Co tu w ogóle robisz?
- Wiesz, miała to być niespodzianka... - zaczął. - Ojciec zapisał mnie do akademii. - uśmiechnął się.
- Super. - odwzajemniłem uśmiech. - I co, teraz jedziesz? - spytałem.
Kiwnął głową. Cieszyłem się. Dobrze będzie mieć brata tuż obok. Po dziesięciu minutach, wsiedliśmy na nasze crossy i ruszyliśmy w stronę akademii. Byliśmy tam po jakiś trzech godzinach, było by szybciej, ale trochę się wydurnialiśmy po drodze. Okazało się, że Jacek ma pokój obok mnie. On poszedł się rozpakować, a ja ruszyłem szukać Ashlynn. Wychodziła właśnie ze stołówki, gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się, ja tak samo.
- Hej. - powiedziałem przytulając dziewczynę.
- Hej, gdzie byłeś? - spytała.
- Tu i tam. - uśmiechnąłem się. - Chciał bym ci kogoś przedstawić... - właśnie w tym momencie, podjechał do nas na deskorolce Jacek.
- Ashlynn, to jest Jacek, mój brat. Jaca, to jest Ashlynn, moja dziewczyna. - powiedziałem przedstawiając ich sobie.


Ashlynn?