Uśmiechnąłem się, po czym odwzajemniłem pocałunek. Udało nam się szybko zasnąć, rano, gdy się ogarnęliśmy i zjedliśmy śniadanie, wzięliśmy Szymka na spacer do parku. Po jakiejś godzinie wróciliśmy i poszliśmy na stołówkę, ponieważ był obiad. O ile to coś, można było nazwać obiadem.
- Co to jest? - spytałem.
- Kasza? - spytała.
Westchnąłem i odłożyłem widelec.
- Zjemy coś na mieście? - zaproponowałem.
Ashlynn?